sobota, 27 sierpnia 2011
ostatnia
Zjadłam ostatnią kanapkę. Ostatnie wszystko. Teraz tylko wącham.
Powodzenia.
piątek, 29 lipca 2011
OMG
"No i pozostawiła mnie w odchłaniach ciemności;) i bezkresnych pustkowiach niekończącego się wiru zapomnienia, jak głupca w bezkresnej odchłani bez możliwości ratunku czy pomocy ku oazie ocalenia..."
środa, 27 lipca 2011
czwartek, 14 lipca 2011
Zaczynam od nowa.
Dzień- 14 lipca, godzina- 19. Zaczynam:)
poniedziałek, 07 marca 2011
Podsumowanie i nowy początek.
Jestem pieprzoną bulimiczką. Od pięciu lat żrę i się głoduję. Skończę z tym. Zostanę przy jednym, ale to tylko początkowo. Wiem, że to chore, ale nie potrafię albo na razie nie chcę inaczej. POdobno trudniej przechodzi się z bulimii w anoreksję aniżeli odwrotnie, jednak stanę przed tym wyzwaniem, będę się starała ze wszytskich sił. Ej, przecież Ty lubisz wyzwania! Jesteś już dorosła i powinnaś podejść do tej sprawy poważnie. Wiosna się zbliża, trzeba jakoś wyglądać. Musisz o siebie zadbać i kogoś sobie znaleźć. Kogos, jto o Ciebie zadba i Cię pokocha, ktoś, kto CIę będzie wpierał. Kogoś, kto będzie zasługiwał na Twoją szczerość i klucz do pogniłego, ale jakże pięknego serca. Ono cały czas bije.. Ale jest samotne i najwyzszy czas to zmienić. Wiem, wszystko wiem, wygląd nie ejst najważniejszy, ale sama dobrze o tym wiesz, że ma ogromne znaczenie z dzisiejszym świecie. Chyba lepiej się męczyć z głodem niźli z samotnością. Niebo a Ziemia. Zawsze starałam się oderwać od ziemii i pragnęłam mieć skrzydła, dokonaj tego teraz- dosłownie i w przenośni. Od teraz staniesz się motylem i wejdziesz w sferę Nieba, bo bedziesz szczęsliwa. Przepraszam Cię, Boże, że Cię w to wszytsko mieszam. Wiem, że masz tyle spraw na głowie, że nie powinnam Ci przeszkadzac, nie zasługuję na to. Wiem, to wszytsko wiem. Proszę Cię tylko, abyś od czasu do czasu zerknął na to, co robię i pomógł mnie nakierować na drogę do szczęścia. Przecież Ty chces zna pewno mojego szczęscia. To chyba jedyna rzecz, której jestem pewna. Powinnam napisać tę całą apostrofę do Ciebie z dużej litery, bo nie wiem, która literka powinna być z dużej, odnoszę wrażenie, że wszytskie. W końcu piszę do CIEBIE. Rozpisałam się. Niedobrze, za dużo. Także dzisiaj postanawiam, co juz tyle razy powtarzałam, ale dziś już ostatecznie. Zmieniam swoje życie. Zmieniam je. Dziś ostatni dzień opychania się, ostatni dzień bulimiczny" zakończę go akcentem sportowym, na zdrowie. Jadłospis zmienię na dobre, nie tylko to. Wszytsko zamierzam postawić na gowie. Dokonam tego, bo zycie jest za kótkie. Ja, ja to mówie, ja, dziewucha, która ledwie skończyła 18lat. To dobrze, że tak szybko doszłam do tego wniosku. Zmieniam też swoje zachowanie, nie charakter, bo ono zależało od mojego jedzenia. jedzenie inne- zachowanie inne, lepsze! Tak też zrobię, bo chcę zmienić siebie i zmienić też świat, pomalutku, powolutku, ale zmienić. Dziś 7 marca, jutro 8- dzień kobiet, warto więc, żebym weszła w to nowe życie tego dnia. Kolejny zwiastun tego, że staję się kobietą. Do cholery! Przecież nią już jestem! Nie, za szybko. Zresztą zachowuję się jak dziecko. Niemyśląca trzcino! Przeciez to właśnie dlatego pragniesz tych zmian! Dobrze, postanowione.
Także proszę Cię, panie, miej na mnie oko.
Pozdrawiam, miłego popołudnia
Od stóp do szyi wypchana nadzieją!:)
sobota, 04 grudnia 2010
pakt
Dziś postanowiłam go podpisać, dziś o 24.
za mojego t.
dam radę;]
Marchewkami zagryzam słabosci natury. Marchewkami bede żyła.
always. for ever. for you.
czwartek, 11 listopada 2010
Koniec
Koniec końców. Od 18 zaczynam nowe zycie. Przysięgam na to, kótr właśnie mija.
sobota, 30 października 2010
Czas mnie nie leczy.
Normelnym jest- po czwartku piątek, w piątek, początek weekendu i tak do niedzieli, później poniedziałek i znów zmagania z lenistwem, z własną osobowością, gonitwa za własnym sobą, oczekiwanie na kolejny weeked. Normalnym jest, że wolne przeznacza się na odpoczynek, w moim przypadku wyjeżdzam, a wlasciwie wracam do domu. Po co? Spotykam się ze znajomymi, którzy w ciągu tygodnia sa równie zalatani jak ja, rózniez nie maja czasu powąchać własnej kupy, ani pogrzebać w nosie. Wszystko w biegu, a wiadomo- jak się człowiek śpieszy, to się diabeł cieszy.. Tak to już jest. Jednakże mój weekend nie jest odpoczynkiem. Jest kolejnym oczekiwaniem, kolejnymi kumulujacymi się myślami, tęsknotą, która przeszywa moje ciało i duszę, sprawia, że każda chwila boli, każda mocniej. W toygodniu wiem, ze on jest blisko, że przejdę dwa korytarze, zrobie kilkanaście kroków i spotkam go, zobaczę, powącham. Nie znoszę uczucia, kiedy wiem, że on jest daleko, że o którejkolwiek godzinie nie zjem kolacji, on nie przyjdzie, wiem, że jest daleko, za daleko. Nie wiem co zrobił z moim zyciem. Czuje się niczym Werter, nierozumiany przez nikogo, odizolowany, wyobcowany, a przede wszytskim- zakchany. Boli mnie, gdy ktoś mówi o nim źle, choc sama mam świadomość, że można go skrytykować za miliony rzeczy, ale nie robię tego. W moich oczach jest złoty, jest aniołem. Choc aniołem nazywają miłośc swoją ci, którym brak jakichkolwiek pomyśłów, to takie pospolite, naturalne, ale jakze inaczej mam go nazwać? Anieli mają skrzydła, on mógłby uniesc mnie na nich daleko, spełnic moje marzenia, ale widocznie tego nie pragnie... Chyba chce spełniac marzenia innej. Chcę tylko, aby czyniąc to czuł się równie szczęsliwy. Panie Boze, czuwaj nad jego losami, niech mu los sprzyja.
A, chciałam Ci jeszcze powiedzec, choc wiem, ze daleko jestes, nie slyszysz mojeg glosu pd dawna.. Uciekłam przed Toba w niedzielę i wczoraj. Przepraszam, to z omamienia, z ogłupienia, nie wiedziałam jak się zachować. Serce me pchało mnie ku Tobie, ale rozum kazał uciekać. Oh, Mateuszu, zachorowałam na Ciebie i nie sposób znależć leku na to przygnebienie. Czas mi nie dopomaga. Tys moim niemozliwym lekarstwem. Jakiz cięzki jest los zakochanego.
Miłego dnia i udanego wieczoru!
czwartek, 28 października 2010
only you can save me
Nie ma go, nie ma. Znikł. Po burzy zawsze wychodzi słońce, ale to słońce nie będzie już nigdy takie jak przedtem. Mateusza już nie bedzie. Zranił moje serce, wbił mi strzałę w sam srodek i odszedł. Nie potrafię o nim nie mysleć. Wszytsko, co robię, robie właśnie dla niego, co jest paradoksalne, bo on jest chyba szczęśliwy i nie jest świadomy mojego bólu i tego, co przeżywam. Może nie powinnam go uśwuiadamiać, nie chcę burzyc jego radości. Nie wiem czy powinnam nazwać go miłością, ale wiem, że nigdy nie zalezao mi az tak, nigdy nie czułam az takiego bólu. Wiem, ze depracsja, dół, w jakim jestem, z którego nie mogę się wygrzebać spowodowany jest nim. Mateuszu, co Ty mi zrobiłeś? Oswoiłes mnie na zawsze. Pragnę twojego szcześcia. Chce, zebys wypłynał na oceany i morza, płyń i rozwijaj skrzydła, ja będę Ci kibicować. Badź wielki, bo na to zasługujesz. Dziekuję, że dałeś mi te szczęśliwe chwile, te nieprzespane nocy, kiedy czułam, że unoszę się nad ziemią, a latanie zawsze było moim marzeniem, największym. Dzieki Ci za rozmowę nad Wisłą i za te spojrzenia, tak wiele wniosłeś w moje życie, tak wiele dałeś mi do zrozumienia. Dziękuję Ci za szczerość, której czasami jednak brakowało. Te brakujące krople spowodowały, że mur został zburzony i prawdopodobnie już go nie odbudujemy. Buduj proszę swój mur z kimś, z kim będziesz szczęsliwy, ja donosę Ci cegły. Obym tylko nie przemeczyła się na smierć, bo juz podupadam.
Twoja niewolnica.
piątek, 13 sierpnia 2010
Tup, tup, tuuupet
Idę przez życie, idę. Powinnam być dumna z siebie, że mimo wszystko nie poddaję się. Choroba mnie niszczy. Chyba przestaję się usmiechać, przestaję się sobie podobać, nawet wieczorami. Nie czuje się kobieta, nie czuję się dziewczyną, nie czuję się potrzebna, a wręcz przeciwnie- czuję się przeszkodą, kołkiem, który zawadza, który powstrzymuje wszystkie cztery kręcące się koła.
Tak właściwie to nie wiem kim jestem i po co żyję. Dziś jadę ze znajomymi na mazuty, na dwa dni. Może tak podbuduję sobie ego, liczę na nich. Może stworzymy atmosfere w sam raz na gadanie o życiu, może wyrzucę to wszytsko z siebie. Poza tym, pewnie się upiję. Ale, ale! Muszę trzymać rozporek na kłódce, we wtorek czeka mnie spotkanie z Mateuszem.
Co? Jakie spotkanie? Tak, tak, kochanie, spotykasz się z Mateuszem, taaaak, z tym z bursy. Czekałaś na to miesiącami, a teraz co? zrezygnujesz? Pójdziesz na prościznę i wytłumaczysz się bólem głowy? Przecież on nie chce się kochać, on chce zwykłego spotkania, wariatko! Myślałaś, że się nie odezwie i wpadłaś w to pieprzone koło, wieeem. Musisz sobie teraz z tym poradzić, ale wiedz jedno, serca nie oszukasz. Nie zauwazyłaś, ze jest kimś, na kim Ci na prawdę zalezy? No, no? Zrób coś z tym do cholery i nie zmarnuj kolejnej okazji. Pamiętaj, żebyś znów nie narzekała na samotność!
Marcina na razie odstawiam na bok, najpierw spotkanie z Mateuszem, student poczeka.
O, Mateuszu, dajesz mi siłę, by kroczyć, żeby iść!
Maszeruję! Tup, tup, tup...
|
|